dd

GRY

czwartek, 11 lipca 2013

"Symetria"


Znowu creepypasta, przynajmniej będziecie mieli co czytać. Ta jest fajna, podoba mi się, ale kiedy czytam to w pewnym momencie robi mi się niedobrze, bo jest dość... Szczegółowa..? Brr.. W każdym razie powinno się mieć sporo takich historii na koncie żeby się nie skrzywić podczas czytania... Nie polecam osobom o słabych nerwach... 
No, to miłego ;)

Kocham symetrię. Tak właściwie, to nie wiem czemu, ale uwielbiałem ją od dziecka. Większość dzieciaków nie dba o porządek i szybko zapominają o swoich sprawach. Ja taki nie byłem. Wiedziałem, że wszystko w moim pokoju miało swoje miejsce i każda rzecz była tam, gdzie być powinna. Moi rodzice tak nie mieli. Dziadkowie również nie. Ani jedna osoba w mojej rodzinie „Tego” nie miała. Zacząłem nazywać to „To”, bo prawdziwie wierzę, że jest to coś wewnątrz mnie. Taki pasażer na gapę, którego nie powinno tam być, a jednak spokojnie sobie żyje. To jest potrzeba. Pragnienie. Tęsknota za perfekcją. Perfekcją po obu stronach. Teraz, jako dorosły, znajduję się w punkcie mojego życia, kiedy nie mogę żyć normalnie. Nie potrafię utrzymać pracy. Kobiety nie chcą ze mną być, bo nie dają sobie z Tym rady. Szczerze, to niewiele mnie obchodzi, że odchodzą. To bałaganiary i tylko utrudniają wszystko. Wtaczają się na moją połowę łóżka, zamiast zostawać na swojej. Zostawiają naczynia po jednej stronie zlewu, ale po drugiej już nie. Nie daję rady już pracować, więc kiedy wychodzą z domu na dłuższy czas jestem zmuszony zostać w mieszkaniu i wszystko poprawiać. Czuję ulgę, gdy znikają na dobre. To uczucie jednak nigdy nie trwa zbyt długo, w końcu To znów mnie nachodzi i zmusza do znalezienia czegoś innego do poprawienia. Zapewne pytacie, po co w ogóle pakuję się w związki, skoro nie mogę ich znieść? Cóż, ciężko jest mi spać na środku łóżka przez całą noc bez poruszania się.
Poza wyżej wymienionymi problemami z kobietami moje życie jest w zasadzie w najlepszym porządku. Mówię „w zasadzie”, bo jest jeszcze jedna sprawa, z którą muszę sobie poradzić. Chodzi o różnobarwność tęczówek. Moje prawe oko jest szafirowo-niebieskie lewe natomiast bladozielone. Oboje rodziców ma niebieskie oczy, rodzeństwo i kuzyni również. Moje zielone oko jest defektem. Czyni mnie to… nierównym. Za każdym razem, gdy spoglądam na siebie w lustrze, To odpowiada mi spojrzeniem. To wszystko, co zaprząta obecnie moją głowę. Wszystko jest na swoim miejscu oprócz mojej małej, zielonej pomyłki. Nie bolało na początku, kiedy wsadziłem łyżkę pod oko. Nie bolało nawet, kiedy wyskoczyło z oczodołu i zwisało przy policzku. Może to szok zablokował ból, a może to było To? Przeciąłem nerw wzrokowy i wytarłem twarz z ciepłych cieczy, które po niej spływały. Pozbycie się połowy wizji było osobliwym doświadczeniem. To, co pozostało i zwisało z oczodołu, umieściłem z powrotem w pustej już teraz dziurze. Zabandażowałem ranę, umyłem łyżkę i poszedłem spać.
Obudziłem się… szczęśliwy. Spałem najlepiej od lat. Nareszcie koniec. Zostało naprawione. Wstałem z łóżka i doczłapałem się do łazienki. Całe ciało mnie bolało, a głowa była rozpalona od gorączki. Użyłem łazienkowego włącznika, światło mnie oślepiło. Powoli usunąłem opatrunek przesiąknięty krwią i przyklejony do mojej twarzy niczym taśma klejąca. Kiedy spojrzałem w lustro, skręciło mnie w żołądku. Dopiero wtedy zrozumiałem, co sobie zrobiłem i nie mogłem w to uwierzyć. Po lewej stronie twarzy był otwór… ale po prawej już nie. Było nierówno. Znów. Dużo ciężej było wydłubać drugie oko. Dłonie mi się trzęsły, kilka razy nie trafiłem łyżką pod oko, ukłułem się w źrenicę ze trzy razy, zanim wreszcie trafiłem w dobre miejsce. Kiedy oko wyskoczyło, sięgnąłem po nożyce aby dokończyć dzieła. Krew ze wczoraj zaschła na ostrzach, więc cięcie niezbyt dobrze szło. Pamiętasz kiedy byłeś w podstawówce, a twój nauczyciel kazał ci ciąć grubą teksturę na zajęciach z techniki? Próbowałeś kiedyś ciąć kilka kawałków na raz, ale nożyczki nie dawały rady? Ostrza się jakby rozsuwały, a papier wchodził między nie? To właśnie stało się z moim okiem. Nerw wzrokowy utknął między dwoma ostrzami. Desperacko i zawzięcie próbowałem go stamtąd wydostać i pośliznąłem się na krwi, zacząłem upadać na podłogę. Automatycznie wypuściłem z rąk oko, by podeprzeć się nimi przy upadku. Ciężar nożyc i ból, jaki spowodowały wisząc na moim oku, były nie do zniesienia. Wiedziałem, że nie wytrzymam na tyle długo, aby dojść do kuchni po nóż. Pociągnąłem. Wyciągnąłem je wprost z mojej głowy. Czułem rozdzierane tkanki wewnątrz czaszki. Czułem jak się rozrywają i zalewają płynami ustrojowymi wszystko dookoła. Byłem świadomy swojego płaczu, ale łzy mieszały się z krwią i innymi płynami z oka. Kiedy usłyszałem mokre klapnięcie o podłogę, to był koniec. Koniec Tego. Od tej chwili mogłem żyć w spokoju, nie musieć oglądać obleśnych, zabałaganionych, nierównych ludzkich istnień. Zalało mnie uczucie ogromnej ulgi i wiedziałem, że tak już zostanie. Nigdy wcześniej się tak nie czułem, nigdy nie miałem tak wiele nadziei. Leżąc w łazience, na zimnych, mokrych, lepkich kafelkach, uśmiechnąłem się po raz pierwszy od lat.
 źródło: paranormalne.pl

Piękno jest względne... Piękno nie jest stałe... Piękno z czasem odchodzi, zanika...


Miałam wstawić rozdział "Szklanej Arkadii", ale nie wiem czy jest dość dobry... I nie wiem czy warto to pisać w ogóle... Zobaczę, dopracuję, wstawię. ;)



Mamusiu? Tatusiu? Błagam! Przestańcie!


-Mommy? Daddy? Please! Stop!


Dlaczego dziecko ma słuchać jak jego rodzice się kłócą...?

Otwórz oczy


Jeśli tylko będziesz chciał otworzysz oczy i w końcu zauważysz, że świat nie jest zły...


I'm falling down


Zadowolony? Upadam... Upadam na dno...
Are You happy? I'm falling... I'm falling down...


środa, 10 lipca 2013

Burn, burn baby...



Którego bierzecie?



Be free, forever free ;3



"Poważnie?"


Znowu nic nie wstawiam, ale to przez ten cholerny internet... Raz jest, raz go nie ma co doprowadza mnie do szału. Mam nadzieję, że się nie obraziliście, pozdrawiam wytrwałych w czytaniu mojego bloga ;) Na początek creepypasta na rozruszanie, nie jest długa, więc nie pozostaje mi nic innego niż życzyć Wam miłego czytania ;)

Mężczyzna i kobieta wyszli właśnie z banku, trzymając się za ręce. Normalna sprawa, mógłbyś powiedzieć. Ale nie dla niej. Mężczyzna wygłaszał typowy dla siebie komentarz na temat jej planów na lunch. W normalnych okolicznościach, mogłoby to być uznane za kiepską wymówkę do sprowokowania kłótni podczas zwykłej lekkiej konwersacji. Ale nie dla niej…

Szybkim, zwinnym ruchem kobieta podniosła wystającą płytę chodnikową i z niezwykłą celnością trafiła w dwa gołębie siedzące na jednej z niższych gałęzi drzewa. Upadły, jak dwa żałośnie wyglądające białe balony. Podbiegła do nich i zaczęła roztrzaskiwać je na miazgę- mężczyzna zauważył, że jeszcze oddychały. A jej mąż wiedział już, że znów totalnie spieprzył sprawę. Niektórzy przechodnie gapili się bezmyślnie na to krwawe okrucieństwo.

„Linda!”- wrzasnął- „Natychmiast przestań!”

„Myślałam, że ubijemy dwa gołębie jednym kamieniem”- odpowiedziała nienaturalnie spokojnym głosem. Jej twarz uniosła się w kierunku jego oblicza, niewzruszona i jakby zesztywniała, jak maska strachu.

Cierpiała na pewną… cóż, choroba psychiczna to jedynie eufemizm stanu, w którym się znajdowała. Powiedzmy jedynie, że miała upośledzenie. Poważne i jedne z rzadszych. Linda nie potrafiła znaleźć różnicy między żartem a rozkazem, trybem rozkazującym. Brała każdy żart językowy czy przysłowie poważnie, będąc zmuszoną do wprowadzenia ich w czyn rzeczywisty. Jej mąż doskonale zapamiętał jedno wydarzenie, kiedy żonie udało się prawie wyrzucić go z okna, bo gdy zrezygnował jeden z jego partnerów biznesowych, małżonek odparł, że musi teraz latać solo. Linda nie zawsze była niebezpieczna. Czasem wracał z pracy i widział ją chichocząca jak mała dziewczynka na widok rozlanego mleka na podłodze. Albo nawet przechylanie się w oknie podczas deszczowej pogody by sprawdzić, czy z nieba nie spadają koty albo psy. Niestety później nadszedł czas, kiedy stała się naprawdę groźna dla otoczenia. Tylko w ostatnim miesiącu pediatrzy mieszkający obok nich zostali obrzucani jabłkami i innymi owocami. Biedna kobieta omało co nie upadła ze schodów przez owoc na nich leżący. Innym razem, (nawiasem mówiąc mężczyzna nadal jest tym wydarzeniem przerażony), przekazała mu do rąk własnych kawałek swojego zakrwawionego skalpu mówiąc, że to był jej „kawałek myśli”.
Musiała później nosić czapkę za każdym razem gdy wychodziła z domu. Mimo tych wszystkich strasznych i dziwnych zdarzeń, mąż bardzo ją kochał i nie mógłby znieść, gdyby musiał oddać ją do szpitala psychiatrycznego.

To był jego błąd.

Stał się bardzo przeczulony na punkcie tego, co widziała i słyszała od kogokolwiek od czasu masakry dwóch gołębi. Co sprawiło mu jeszcze większą przyjemność, po półtora roku bez żadnych groźnych wypadków, dziecko pierworodne miało wkrótce przyjść na świat. To dobrze, bo ich umysły zaprzątnięte były słodkim bobasem mającym zaszczyć ich swoją obecnością, a nie finansowymi problemami, które bez wątpienia mieli.

Był poza domem, wydarzyło się TO. Po tym jak usłyszał, że dziecko się urodziło, czym prędzej wrócił do domu. W momencie, gdy przekroczył próg domu wiedział, że coś jest nie tak. Żona wołała go z kuchni.
W kuchennym świetle na stole leżały szczątki dziecka. Ich dziecka. Jego buzia była szeroko otwarta pod tak rozwartym kątem, że nie była w stanie zamknąć się ponownie. Dolna szczęka przebita była na wylot. Przypominało mu to rozdarcie w koszuli, jednak to nie było zrobione z materiału, ale z ludzkiego mięsa. Krew noworodka walała się wszędzie. W odpowiedzi na szeroko rozdziawioną buzię dziecka, ojciec otworzył w zdumieniu i przerażeniu własną. Miał przez chwilę ochotę zrobić to samo z morderczynią, co ona zrobiła z ofiarą. Chciał krzyknąć, ale żaden odgłos nie wydobywał się z gardła. Z wielką siłą i zapalczywością matka grzebała w jamie ustnej niemowlęcia. Wydawało się, że próbuje wyciągnąć coś kleszczami. W momencie, gdy zauważyła, że mąż jej się przygląda, zwróciła się w jego kierunku.

„Dobrze, że jesteś! Musisz mi pomóc! Lekarz powiedział, że ma srebrną łyżkę w buzi!”



P.S. Tłumaczenie nie jest dokładne, ponieważ najważniejsze było dla mnie zachować dosłowność danych przysłów, bo inaczej nie miałoby to zbyt wiele sensu
-ubić dwa gołębie jednym kamienie= upiec dwie pieczenie na jednym ogniu
-kawałek myśli= piece of mind (myślę, że każdy wie, o co biega)
-born with a silver spoon In your mouth/ urodzić się ze srebrną łyżeczką w buzi= ktoś jest w czepku urodzony, ma szczęście.

źródło: paranormalne.pl