dd

GRY

środa, 27 lutego 2013

Rozdział III Tajemnica diabła cz. II.


W poprzednim odcinku xD:
(...)
- Dlaczego uważasz, że nie masz nic do stracenia?- ton głosu Luxora był jak gdyby na przymus obojętny.
Tenebris zastanawiał się przez chwilę, zanim odpowiedział.
- A tam… Nikt i tak nie będzie za mną płakał.
Zobaczył, że anioł otworzył szeroko oczy i rozchylił usta, jak gdyby chciał coś powiedzieć, ale się zawahał. Zacisnął usta w wąską linię i nieznacznie pokręcił głową.
- Tenebris.. To.. To nieprawda… Na pewno ktoś…
Diabeł uśmiechnął się z rezygnacją.
- Niestety… To jest prawda….


§§§

Luxor, po rozmowie z Tenebrisem poczuł się dziwnie przygnębiony. Nie wiedział, może diabeł faktycznie miał rację…. Ale… Przecież tam w piekle musiał mieć kogoś… Jakąś kobietę… Oczywiście. Przecież to Tenebris. On na pewno ma tam jakąś diablicę…
Ale dlaczego na samą myśl o tym robiło mu się tak jakoś ciężko…? Jakby coś uciskało go w środku…
Potrząsnął głową.
Nie miał czasu się teraz nad tym zastanawiać. Musiał obsłużyć klienta.
Starszy mężczyzna,  w okularach i włosach siwiejących na skroniach. Miał na sobie brązowy płaszcz, a w ręku trzymał parasol. Dziwny widok, ponieważ na zewnątrz wcale nie padało. Ale cóż, w końcu jest jesień…
Spokojnym i pogodnym tonem pytał o figurkę aniołka, którą chciał sprezentować żonie na dwudziestą rocznicę ślubu.
Ma już sporo figurek- mówił- ale cały czas chciała jeszcze figurkę aniołka. Niestety nigdzie nie mogła znaleźć odpowiedniej. Wszystkie, które widziała, były zbyt… Nowoczesne, jeśli można to tak określić.  Chodzi o to- ciągnął zamyślony- że ludziom miesza się w głowie, które to anioł, a które kupidyn… Wszystkie są małe, grubiutkie i mają takie dziwne spojrzenie, niekiedy trzymają serduszka, lub łuki. Inne, zupełnie niepotrzebnie, mają kwiatowe czapeczki na głowach.
Z uśmiechem zadowolenia Luxor wziął do ręki małego aniołka z półki. Wykonany z białego kamienia chłopiec siedzący po turecku okryty jedynie pozłacaną szatą którą miał na kolanach. Misterne, złotawe zdobienia na kręconych włosach zalśniły gdy Luxor podawał figurkę mężczyźnie. Nie tylko szata i włosy były pozłacane, ale też małe skrzydła aniołka. Jego twarz wyrażała zamyślenie. Przyjemnie się na niego patrzyło.
Mężczyzna uśmiechnął się.
-Tak, dokładnie takiego mi potrzeba. Ile płacę?
Luxor podał mężczyźnie cenę. Mężczyzna wyjął portfel i po chwili liczenia dał Luxorowi do ręki pieniądze. Podziękował i wyszedł.
Kolejni klienci… Nie było ich wielu tego dnia. Zdaje się że sześciu. Sklep nie był zbyt popularny, choć rzucał się w oczy. Stary, zaniedbany lokal między nowymi, ceglanymi budynkami.
Więc ostatecznie udało się dziś sprzedać koło czterech rzeczy. Mało, ale to zawsze coś. Zwłaszcza, że Luxor pracował sam. W ogóle nie miał odwagi wytknąć wszystkiego Tenebrisowi. Nie chciał być nieuprzejmy…
Nie miał pojęcia, gdzie przez cały czas podziewał się diabeł. Nie widział go od powrotu pani Willson z kościoła, poszła jeszcze do znajomej więc Luxor nie miał żadnej pomocy… Anioł nawet nie mógł zjeść obiadu. Pracy było zbyt dużo. Ale na dziś już skończył. Była siedemnasta.
Obiecał sobie, że gdy tylko natknie się na Tenebrisa powie mu wszystko. Że to on ma pracować. To już drugi dzień, kiedy nic nie robił!
Wszedł do kuchni z zamiarem przygotowania sobie czegoś do jedzenia. Był okropnie głodny.
Przetarł oczy ze zdziwienia. Ujrzał Tenebrisa stojącego przy dokładnie wyczyszczonym blacie. Coś gotował. Ale nie tylko to było dziwne. Cała kuchnia wprost lśniła. W wazonie stały nowe, świeże kwiaty, a w pomieszczeniu unosił się ich przyjemny zapach. Tenebris uśmiechnął się na widok zdziwionej miny anioła.
- Kto.. Kto to wszystko zrobił..?- wykrztusił blondyn.
Tenebris zrobił wymowny gest, który zapewne miał zostać uznany za skromność.
- Nie przechwalając się, ja to wszystko zrobiłem. A teraz chodź tu i nakładaj sobie jedzenie.
Luxor spojrzał na niego zdziwiony i podszedł do blatu. W garnku była zupa… No właśnie.. Jaka zupa..? To właściwie była  gęsta, jasnozielona ciecz z jakimiś grudkami.. Nie wyglądała zbyt zachęcająco.
- Kto to gotował?
Tenebris posłał mu uśmiech.
- Ja.
Blondyn dostrzegł coś dziwnego. Zawsze gdy Tenebris coś mówił, co później okazywało się kłamstwem lekko drgała mu powieka. Teraz również.
Spojrzał na bruneta z przyganą domagając się prawdziwej informacji. Zrezygnowany diabeł mruknął pod nosem:
- Koleżanka staruszki. Dała jej tą zupę do odgrzania….
Luxor uśmiechnął się triumfalnie. Udało mu się nakłonić Tenebrisa do powiedzenia prawdy. To dobry znak. Kiedyś może faktycznie ten mężczyzna się nawróci, choć na to już nie powinno się liczyć. To nie jest zbyt prawdopodobne...
- Tenebris, gdzie pani Willson?
Diabeł zrobił urażoną minę.
- Myślisz, że tak bym ją zostawił? Podgrzałem jej obiad, kiedy zjadła położyłem ją w łóżku, przeczytałem bajkę i zasnęła.
Anioł uniósł brwi, nie skomentował tej bajki. Nie wiedział czy faktycznie mężczyzna jej ją przeczytał, ale z nim było wszystko możliwe.. Właściwie, był zdziwiony, że Tenebris sam się za to wziął… Coś się stało.. Tylko co…?
- Nałożysz sobie czy ja mam to zrobić?- zapytał diabeł nieco poirytowany tym, że anioł stał i po prostu patrzył na jedzenie tak jakby podejrzewał, że jest zatrute.
- Ee… Więc….
- Dawaj to- Tenebris wziął talerz z rąk anioła i zaczął nalewać zupy. Kiedy napełnił go do połowy i chciał nalać do niego jeszcze Luxor szybko powstrzymał go.
- Nie, nie.. Starczy. Nie zjem tyle…
Tenebris przyjrzał się mu krytycznie i stwierdził, że jest zbyt chudy i powinien więcej jeść, ale widząc jego urażoną minę dał mu już spokój.
Kolejny raz jedli w zupełnej ciszy. Za oknem słychać było krople deszczu i samochody. Luxor lekko przymknął oczy i wsłuchał się w krople bębniące o szybę i parapet. Z początku delikatny deszczyk powoli zmieniał się w ulewę. Ludzie których widział za oknem biegli pod dachy sklepów by tylko schronić się przed burzą.
Nagle Tenebris parsknął śmiechem.
- Co cię tak bawi?- zapytał zdezorientowany anioł wyrwany z zamyślenia.
- Ta kompletna cisza. To już dwa dni, a ty w ogóle nie chcesz ze mną rozmawiać.
Luxor zacisnął wargi i odwrócił wzrok.
- Nie mam o czym z tobą rozmawiać…
- Ale mógłbyś chociaż zapytać mnie jak minął mi dzień, albo… Powiedzieć mi coś więcej o sobie- tu uśmiechnął się- poznalibyśmy się lepiej…
Anioł wyprostował się na krześle. Uznał, że jeśli przemilczy wypowiedź Tenebrisa, może zakończy temat.
Gdy skończył jeść wstał i podszedł do zlewu.
- Pozmywam, ty możesz już iść do pokoju- mruknął cicho.
- Nie, ja pozmywam- Tenebris szybko podszedł do zlewu i sięgnął do kranu, akurat wtedy gdy Luxor odkręcał wodę. Przez przypadek przykrył swoją dłonią dłoń Luxora. Ten wlepił wzrok w strumień wody. Zupełnie zdrętwiał, chciał wyrwać dłoń, ale.. Jakoś nie mógł. Tylko patrzył na wodę która powoli wypełniała zlew.
-  Luxor, idź się wykąpać. Ja pozmywam..- wymruczał diabeł, jego głos brzmiał w głowie Luxora  długo po tym jak mężczyzna wypowiedział to zdanie. Jego barwa… On był taki… Czarujący… Głęboki i całkiem pozbawiony sarkazmu, którym zwykle przesączona była zdecydowana większość wypowiedzi Tenebrisa.
Mężczyzna zdjął rękę anioła z kranu i puścił ją tak, że lekko opadła wzdłuż ciała Luxora. Ten powoli cofnął się od diabła o dwa kroki i odwrócił się do niego plecami Pospiesznie wyszedł z kuchni.
Kiedy zamykał drzwi wydawało mu się, że słyszy jeszcze coś. Tenebris powiedział: „czekaj na mnie w pokoju….”
Później wmawiał sobie, że mu się przesłyszało.

Wszedł pod prysznic, gdy para wypełniła całą łazienkę. Nie mógł uwierzyć w swoją reakcję. Gdy mężczyzna go dotknął, po prostu o wszystkim zapomniał.. Nie mógł się nawet poruszyć… Nie miał pewności, czy diabeł faktycznie użył swojej mocy, ale to tłumaczyłoby jego reakcję… Sam z siebie nie mógł być taki odrętwiały…
Westchnął.
Postanowił być od teraz bardziej stanowczy. Dla Tenebrisa jest zbyt uległy…

Wychodząc z łazienki myślał o jutrzejszym spotkaniu z Gabrielem. Tak… Musiał stawić się jutro w niebie i „zdać raport” na temat zachowania Tenebrisa. Bał się zostawić diabła samego z całym sklepem… Zupełnie samego z panią Willson. Może to przewrażliwienie, ale obawiał się, że mężczyzna może jej zrobić coś złego…
Wszedł do pokoju. Było okropnie ciemno, więc podszedł do swojego łóżka i po omacku zapalił lampkę nocną.
Tenebrisa jeszcze nie było w pokoju.
Anioł wzruszył ramionami i położył się. Starał się zasnąć ale co rusz myśli odbiegały mu w stronę Tenebrisa…
Cały czas przed oczami stawał mu jego obraz.
Usiłował odgonić natrętne myśli, ale jakoś nie potrafił.
Mam go dosyć!- pomyślał nagle zły.
W tej chwili w pokoju zjawił się diabeł. Jedną rękę trzymał za plecami i uśmiechał się podstępnie.
Luxor starał się nie zwracać na niego uwagi. Usłyszał jak mężczyzna się do niego zbliża.
- Ej, aniołku- zaczął tym swoim irytującym Luxora głosem- trzymałeś kiedyś w rękach ogień?
Blondyn spojrzał na niego mając już na ustach idealną ripostę, ale kiedy go zobaczył od razu o niej zapomniał.
Diabeł trzymał przed jego twarzą dłoń z której unosił się czerwono żółty płomień, oświetlający upiornie jego twarz.
Anioł poderwał się do siadu i odskoczył od niego.
- Co ty wyprawiasz?!- wrzasnął przerażony.
- Ja? Chcę ci pokazać… ogień- ostatnie słowo diabeł wymówił bardzo zmysłowo.
- Odsuń się!- głos Luxora lekko drżał.
Jednak  Tenebris zbliżał się coraz bardziej.
W jego oczach odbijało się światło ognia, ale poza tym czaiło się coś jeszcze…
Coś dziwnego…
Języki ognia coraz bardziej zbliżały się do jego twarzy.

§§§
Zbliżał do niego rękę… Była coraz bliżej.
Tenebris zaczął się cicho śmiać.
Spojrzał na anioła, akurat kiedy tamten na niego patrzył. W błękitnych  oczach widział czyste przerażenie i coś w tym widoku….
… Powstrzymało go…
Powoli opuścił rękę, po czym ujrzał zdziwione spojrzenie anioła.
Właśnie coś sobie uświadomił… Nie mógł tego powstrzymać…

§§§
Zawahanie Tenebrisa, było jedną z dziwniejszych rzeczy jakie Luxor widział.. Ten mężczyzna nigdy się nie cofał. Zawsze robił to co chciał, nigdy nikogo nie słuchał….
- Co… co ty….?- wyjąkał blondyn.
- Prawie się posikałeś- Tenebris roześmiał się- przecież nie chcę tu kałuży aniołku!
Naburmuszony anioł tylko odwrócił głowę.
- I co? – zdziwił się brunet- nie walniesz mnie? Nie przeklniesz?
Anioł milczał ze spokojem.
- No tak…- żachnął się- Anioły!
Luxor uśmiechnął się pod nosem.
Zobaczył, że mężczyzna wywrócił oczami i rzucił się na swoje łóżko.  Wyjął spod poduszki jakieś pisemko i zaczął je czytać (co dziwniejsze w ogóle nie używając światła). Mruczał coś pod nosem, zbyt niewyraźnie aby ktoś mógł cokolwiek zrozumieć.
Anioł położył się  przykrywając się kołdrą po czubek głowy. Przyciągnął do siebie kolana i pokręcił głową. Był pewien, że tej nocy już nie zaśnie. 
Słyszał jak Tenebris przewraca stronę w gazecie i po chwili odrzuca ją w kąt z pomrukiem  niesmaku.
Blondyn westchnął. 
niby jak ma zasnąć mając za plecami kogoś takiego?? Okropnie się przestraszył, że mężczyzna może mu coś zrobić kiedy będzie spał, ale szybko odgonił te myśli.
Jutro przecież z samego rana musi się stawić w niebie, nie może być niewyspany!
"Wszystko byłoby dobrze gdybyśmy nie musieli spać w jednym pokoju"- pomyślał i zaraz się za to skarcił. Aniołowi przecież nie wypadało mówić, ani nawet myśleć takich rzeczy...
Zamknął oczy próbując się uspokoić. Nagle usłyszał głośne ziewnięcie. To go uspokoiło. Przecież Tenebris też musi w końcu sypiać... Nic mu nie zrobi...
Po kilku minutach w końcu zmorzył go sen.  

Dobra, a teraz zrobimy tak, napiszcie mi w komentarzach kiedy ma być następny rozdział, bo serio nie wiem.... I chcę wiedzieć czy w ogóle chcecie czytać dalej... :P jak nikt nie napisze to nie publikuję dalej opo....




3 komentarze:

  1. o boże, ale ty masz talent! chcemy więcej! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Niezłe. =] Gdyby był to facebook, dałbym Ci "lubię to!" =D

    OdpowiedzUsuń