Siedząc na
łóżku wieczorem, myśląc wciąż o jednym i tym samym.
Kim ja jestem?
Nie ważne
jak bardzo się
staram, moje myśli i
tak krążą wokół
tego krótkiego zdania, które wypala w moim sercu dziurę, niczym lekko rzucony, płonący list...
Kim ja jestem?
Jestem w obcym ciele, dusza jest moja, ale ciało nie!
Krzyczę w
agonii, po policzkach ściekają słone krople. Zaciskam powieki
próbując się uspokoić, ale jest już zbyt późno.
Nie mam swojej rodziny, nie mam swoich bliskich! Ci
którzy są tutaj są mi obcy! To rodzice tego
ciała, nie duszy! Nie znam ich,
jednak wciąż
udaję, że wszystko jest w porządku.
Tak naprawdę w głowie krzyczę: NIC NIE JEST W PORZĄDKU!
Co mam zrobić?
Moja miłość jest daleko stąd! W moim prawdziwym życiu, tutaj go nie ma! Co
mam zrobić?
Gorzko rzucona myśl sprawiła, że cały zapłakany sięgam po żyletkę, którą co
wieczór chowam pod poduszką.
Chłodno
błyszczące ostrze zbliżone do mej ręki. Nagle zauważam, że żyły
są bardzo widoczne pod bladą skórą. Widzę dokładnie każdą.. Zbliżam
ostrze jeszcze bardziej, już dotyka mojego nadgarstka. Zaczynam powoli przecinać
skórę…
Co to? Czuję dotyk
na swej ręce. Ktoś wyrywa z mej dłoni żyletkę. Czuję dotyk na skroni, ktoś
odgarnia moje włosy z mokrej od łez twarzy. Delikatnie pieści moją skroń. Składa
ulotny pocałunek na moim policzku. Jest tu duszą, nie ciałem…
Jego ciało jest daleko stąd… Jednak wiem, że mnie kocha i…
Muszę z nim być!
Znów łapię za żyletkę,
szarpiemy się. On nie chce widzieć mojej śmierci… Wiem
o tym, on nie wierzy, że się uda, ale ja wierzę. Jeszcze wrócę, C. Kocham cię…


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz