Uśmiech tysiąca mych snów, wyraz miłości i czułości,
oczy pełne ciepła i… Naiwności…
Oh, dlaczego…? Dlaczego…?
Dłonie na mojej twarzy, badające mnie, sprawdzające,
wyzbywające się strachu przede mną…
Dlaczego…?
Włosy opadają na czoło, zarumieniona twarz ukryta w
dłoniach, przy wyznawaniu „Kocham,
kocham nad życie”
Nad życie…
Dlaczego…?
Fala zakłóca spokój delikatnej powierzchni jeziora.
Me zdrętwiałe niczym przebite trucizną usta niespodzianie
otwierają się niemym okrzyku „Nie!”. Ja mówię to na głos? Oczy okryte żałobną
warstwą spływającą powoli po moich policzkach…
Ciężkie powieki opadają zakrywając drzwi do Twej
duszy. Już na zawsze. Jesteś już tam, na górze. Już nie ujrzę tego uśmiechu.
Już nie szepnę wprost do Twego ucha „kochanie” a Ty więcej się przy tym nie
zarumienisz, nie zachichoczesz cicho niczym aniołek mego serca.
Dlaczego musiałeś odejść? Kochałem Cię, a ludzie mi
Cię zabrali. Zabrali, bo nie rozumieli, że się kochamy…
Zabrali i moje życie wraz z odebraniem Twojego, ja też już nie żyję…
Tak mi dzisiaj
jakoś smutno, za dużo się naczytałam o naszym
kraju... Za dużo polityki.... Za dużo problemów i moich i
moich bliskich... Zbyt mało zrozumienia... A dodatkowo sama się dobijam tymi
smutnymi i upiornymi piosenkami... What should I do...? :C


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz